Niezapomniane wakacje

najciekawsze miejsca w Polsce i na świecie



Koszty wakacji

Nie ważne kim jesteś. Nie ważne skąd pochodzisz. I tak stać Cię na noclegi w Rewalu. Właśnie to hasło reklamowe powinno być wszędzie głoszone, jeżeli chodzi o takie rzeczy jak właśnie wyżej wymienione noclegi w Rewalu. Po prostu to świetne miejsce, gdzie Ciebie nie wykorzystają. W dzisiejszych czasach naprawdę można mało spotkać takich placówek. Wszyscy są nastawieni na zysk oraz pozyskanie klienta bez względu na moralność. Tanie ceny oznaczają słabą jakość pożywienia oraz zakwaterowania. Noclegi w Rewalu oferują obydwa aspekty na najwyższym poziomie. Jest to naprawdę świetne, bo ja jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak dużym szacunkiem skierowanym w stronę klienta ze strony personelu. Oczywiście nigdy nie nocowałam w Hotelu Gołębiewskim, więc noclegi w Rewalu mogą się okazać przy tym niczym. Zawsze istnieje taka możliwość, jednak po co o tym myśleć, skoro nic jest jeszcze młoda… Noc.

Właśnie wybiła czwarta nad ranem, a ja siedzę z kubkiem kawy w ręku. Nie wiem nawet czy jestem senna, czy nie. Może gdybym odwiedziła Kraków, Warszawa, Gdańsk, Lublin, Białystok, Bydgoszcz, Bytom, Gdynię, Szczecin, Inowrocław, Kalisz, Kielce, Łódź, Poznań, Nowy Jork, Meksyk, Filadelfię, Paryż, Toronto, Moskwę, Kijów, Brukselę, Luksemburg, Wiedeń, Pragę, Helsinki, Monachium i Mediolan to byłabym jeszcze bardziej zmęczona. Niestety siedzę na krześle przed monitorem swojego czarnego komputera, który jest olbrzymim źródłem wiedzy oraz rozrywki. Chyba bez niego bym umarła… oczywiście to przenośnia, gdyby ktoś chciał mnie potraktować na zbyt serio… Teraz przez moją głowę przechodzi tysiące myśli, setki nowych fraz. Już nie wiem o czym myśleć. Zwłaszcza kiedy mówimy o składnikach pokarmu. Czy chleb jest na pewno zdrowy? Kasza zawiera dostatecznie dużo błonnika dla dziewczyny? Jakieś głupie pytanie poddaje mi umysł. Oczywiście łatwo byłoby odnaleźć na to wszystko odpowiedzieć jednak po co się męczyć? Klepnij jest nadal siedzieć na jednym miejscu i spoglądać zza czerwonej firanki na świat okryty czernią nieba. Niedługo wstanie nowy dzień. Słońce wzejdzie, a zegarek ponownie zadzwoni. Chyba go wyłączę i zasnę w długi, przyjemny sen… Proszę, nie pytajcie o czym będę śnić, bo sama nie wiem. Na pewno będzie to coś przyjemnego, bo tym razem mam ochotę jedynie na takie senne mary, a nie koszmary… Nie tym razem. Nie dzisiaj, kiedy jestem za bardzo zmęczona na ucieczkę przed wilkołakiem w lesie…

Podobne

Miało być kilka łatwiejszych dróg a skończyło się na dwóch czy trzech. Czas na resta.

Środa mija nudno i słonecznie. Ładowanie baterii to okazja do poznania okolicy. Szwędam się tu i tam, ale nie ma niestety nic co przykuwa uwagę. Wracam do BC, które pieszczotliwie nazywamy Rumunowem. Dzień się kończy a ja wiem jedno: nie można się położyć o 20! Jak idę spać z kurami to budzę się w środku nocy i totalnie wyspany i wypoczęty myślę jak tu zasnąć znowu. Koniec z tym! Zgodnym kursem podąża Czarny, który czuje podobny dyskomfort i od tego wieczoru ratujemy się kartami. Po kilku partiach gier totalnie głupich stwierdzamy, że tysiąć jest idealną propozycją spędzania czasu.

Po zapewnieniu sobie pierwszej wygranej, kładę się spać o rozsądnej godzinie i wiem, że następny dzień to będzie ten dzień!

Mago 89 pada szybko i niezmiernie łatwo. Rest zrobił swoje. Zgina się! Bez zastanowienia się uderzam na Luna Rossa 7b obok. Idę flashem, chociaż startowy bulder robię totalnie nie słuchając głosów spode mnie. Pewnie dlatego nie starczyło sił na bulder kończący. Spadam. Spadam raz jeszcze, i jeszcze raz i jeszcze…. Wkońcu znajduję właściwą dla siebie sekwencję. Ale znów czas obniżyć poziom.

Uciekam z Rambem z Balkonów i idziemy na Isolę. To sektor jakby pod Balkonami. Oferuje zupełnie inne wspinanie. Długie lekko połogie i pionowe płyty z chwytami które dosłownie wsysają palce. Jest miodzio. Szczególnie bieg po prawie 55 metrowej 5b zapada w pamięć. Od razu lustruję też Classica Bella 6c – lekko wywieszone zacięcie, totalnie pozbawione chwytów i (podejrzewam) stopni.

Wracam na BC. Patentuję Luna Rossa ale nie widzę się na starcie. Co za dramat.

Karty, spanie, piątek.No wkońcu trzeba się powspinać. To ostatni dzień na miejscu więc można dać ostro w palnik i się nie oszczędzać.

I tak właśnie robię! Zachęcony sukcesem Czarnego prowadzę Luna Rossa 7b a wieczorem zaliczam (moim zdaniem) spektakularnego OS-a na Classica Bella, zgodnie z przewidywaniami nie było na niej ani chwytów ani stopni – oczywiście w formie do jakich przyzwyczaiło nas wspinanie w Ferentillo.

Zwinęliśmy się w sobotę rano i po 19 godzinach zawitaliśmy w Polsce.

W sumie bilans wyszedł mi całkiem fajny: 6 dni wspinaczkowych; 614 metrów przewspinanych, 29 dróg z czego 17 OS powyżej 6a, w tym 3x 6cOS plus RP na 7a+ i 7b.