Niezapomniane wakacje

najciekawsze miejsca w Polsce i na świecie



Nad morzem

Rewal to miasteczko, które utrzymuje się głównie z turystyki. Nic w tym dziwnego nie ma, ponieważ leży kilka set metrów od Morza Bałtyckiego i jest na tyle małe, że żaden przemysł nie jest tam otwierany. Leży nieopodal większego miasta, jakim jest Trzęsacz. Rewal to miasteczko północno zachodnie. Ciężko nieraz nawet mówić w tym przypadku o miasteczko, ponieważ oficjalnie nie ma ta okolica praw miejskich i jest wsią. Data założenia tej wioski, nie jest powszechnie znana. Wiadomo jednak że pod koniec XIX wieku, przebiegała tamtędy pierwsza, zachodnia linia kolei wąsko torowej, która łączyła Gryfice i Niechorze. Kilkanaście lat później, wybudowano tam kolejne połączenia kolejowe, między innymi z Trzebiatowem. Wioska ta, jest nastawiona typowo turystycznie. Jej zabudowa, to w większości domki jedno rodzinne, co stwarza tutaj specyficzną atmosferę. Osada ta, posiada również małą bazę rybacką, która swa działalność przeznacza jednak głównie na tutejsze rejony. W centrum osady stoi katolicki kościółek, który swym wyglądem przypomina łódkę.

Na plaży wybudowana jest drewniana promenada, którą można pospacerować wieczorami, zachwycając się pięknem tutejszego akwenu, jakim jest Morze Bałtyckie. Rewal słynie również z innej budowli. Jest to nowoczesna hala sportowa, które posiada w swym arsenale również duże boisko sportowe, korty tenisowe, skatepark czyli raj dla ludzi jeżdżących na deskorolkach czy rolkach, gabinety spa i odnowy biologicznej czy dobrze wyposażona siłownię. W Rewalu, znajduje się też lokalny posterunek policji. Ciekawostką jest tez fakt, że przebiega tędy szlak turystyczny. W osadzie tej znajduje się siedziba lokalnej drużyny piłkarskiej, która gra w czwartej lidze i jest to drużyna Wybrzeże Rewalskie Rewal. Wieś ta liczy niespełna dziewięć set mieszkańców i leży w województwie zachodniopomorskim. Wyróżnia się tu transport kolejowy i drogowy. Miastami partnerskimi są dwa miasta niemieckie: Wildau i Putbus oraz jedno polskie: Karpacz. Tak wygląda w skrócie historia i życie w tej osadzie.

Podobne

Miało być kilka łatwiejszych dróg a skończyło się na dwóch czy trzech. Czas na resta.

Środa mija nudno i słonecznie. Ładowanie baterii to okazja do poznania okolicy. Szwędam się tu i tam, ale nie ma niestety nic co przykuwa uwagę. Wracam do BC, które pieszczotliwie nazywamy Rumunowem. Dzień się kończy a ja wiem jedno: nie można się położyć o 20! Jak idę spać z kurami to budzę się w środku nocy i totalnie wyspany i wypoczęty myślę jak tu zasnąć znowu. Koniec z tym! Zgodnym kursem podąża Czarny, który czuje podobny dyskomfort i od tego wieczoru ratujemy się kartami. Po kilku partiach gier totalnie głupich stwierdzamy, że tysiąć jest idealną propozycją spędzania czasu.

Po zapewnieniu sobie pierwszej wygranej, kładę się spać o rozsądnej godzinie i wiem, że następny dzień to będzie ten dzień!

Mago 89 pada szybko i niezmiernie łatwo. Rest zrobił swoje. Zgina się! Bez zastanowienia się uderzam na Luna Rossa 7b obok. Idę flashem, chociaż startowy bulder robię totalnie nie słuchając głosów spode mnie. Pewnie dlatego nie starczyło sił na bulder kończący. Spadam. Spadam raz jeszcze, i jeszcze raz i jeszcze…. Wkońcu znajduję właściwą dla siebie sekwencję. Ale znów czas obniżyć poziom.

Uciekam z Rambem z Balkonów i idziemy na Isolę. To sektor jakby pod Balkonami. Oferuje zupełnie inne wspinanie. Długie lekko połogie i pionowe płyty z chwytami które dosłownie wsysają palce. Jest miodzio. Szczególnie bieg po prawie 55 metrowej 5b zapada w pamięć. Od razu lustruję też Classica Bella 6c – lekko wywieszone zacięcie, totalnie pozbawione chwytów i (podejrzewam) stopni.

Wracam na BC. Patentuję Luna Rossa ale nie widzę się na starcie. Co za dramat.

Karty, spanie, piątek.No wkońcu trzeba się powspinać. To ostatni dzień na miejscu więc można dać ostro w palnik i się nie oszczędzać.

I tak właśnie robię! Zachęcony sukcesem Czarnego prowadzę Luna Rossa 7b a wieczorem zaliczam (moim zdaniem) spektakularnego OS-a na Classica Bella, zgodnie z przewidywaniami nie było na niej ani chwytów ani stopni – oczywiście w formie do jakich przyzwyczaiło nas wspinanie w Ferentillo.

Zwinęliśmy się w sobotę rano i po 19 godzinach zawitaliśmy w Polsce.

W sumie bilans wyszedł mi całkiem fajny: 6 dni wspinaczkowych; 614 metrów przewspinanych, 29 dróg z czego 17 OS powyżej 6a, w tym 3x 6cOS plus RP na 7a+ i 7b.